Co można i co warto poprawić na stronie internetowej

Można by to ująć tak: czego nie warto umieszczać na stronie internetowej lub: co warto przenieść w inne miejsce strony internetowej.

Niektórzy twórcy stron, jak też i właściciele witryn podchodzą do sprawy tak: należy na stronie umieścić jak najwięcej, bo będzie wtedy „na bogato”. Niestety nadmiar szkodzi. Ogólnie kłania się droga środka, czyli każda skrajność nie jest dobra.

Dodam jeszcze, że nie wszystkie te czynniki zawsze muszą być wzięte pod uwagę. Są sytuacje wyjątkowe. Poza tym nie wszystkie jednocześnie muszą być zastosowane. To już koniec wstępu, oto lista, a jej kolejność nie ma znaczenia.

Jesteśmy najlepsi

Jak widzę nagłówki w stylu jesteśmy tacy naj naj, to także zastanawiam się czy najgłośniejsze bąki oni puszczają? No skoro są tacy the best… ;-) A fuj fuj, samochwała w kącie stała.

Co w zamian za to można zrobić: napisać konkretnie w czym możemy pomóc, w czym się specjalizujemy, jakie mamy osiągnięcia – i wszystko bez cukrowania.

Ikonki portali społecznościowych w nagłówku

I jeszcze do tego takie cukierkowe ikonki, takie przyciągające uwagę. Czyli strzelamy sobie w kolano, bo odciągamy klienta od naszej strony.

Co innego jeśli te media społecznościowe są dla nas kanałem pozyskania klienta. Jeśli jednak publikujemy tam niewiele, a te profile to takie bicie piany, takie bardziej pokazanie, że nadążamy za nowoczesnością, to miejsce ikonek jest w stopce, albo gdzieś na dole bocznej kolumny.

Pokazywanie daty w firmowym blogu

Jest to niebezpieczne, jeśli publikujemy mało i nasze wpisy są ogólne. Czyli nie odnoszą się one do czegoś konkretnego w danym czasie. Wtedy internauta może odnieść wrażenie, że strona jest rzadko aktualizowana i ogólnie firma nie dba o swój wizerunek.
Ogólnie dobrą zasadą jest umieszczanie dat publikacji na dole blogowych wpisów.

Długie paragrafy

Wielkie teksty należy rozbijać na mniejsze części. To jak z pokarmem – dobrze rozdrobniony lepiej się wchłania. Tu mam na myśli duże teksty. Czyli tworzymy mniejsze akapity, dodajemy nagłówki, korzystamy z gazetowych kolumn, czyli gdzie można tworzymy słupki z tekstem, zamiast długich linii.

Dobrze sformatowaną treść wciąga się bez problemu, z przyjemnością. Za to upchany tekst w jedną wielką bryłę jest masakryczny w czytaniu i zapewne każdy po chwili jego czytania stwierdzi, że ma inne ciekawsze rzeczy do zrobienia.

Zdjęcia z serwisów stokowych

Te wypieszczone do maksimum fotki są piękne, prawda? Gdzie tam im do naszych zdjęć firmowych, na których pokazujemy swoje przeciętne twarze, swoje kiepskie biura, zwykłe ciuchy. Normalnie żal dupsko ściska, że my nie jesteśmy tacy ekstra. Czyli musimy kupić zdjęcia, zamiast swoje pokazywać.

Nie wiem skąd to się u ludzi bierze, że tak myślą. Przecież te zdjęcia stokowe na kilometr śmierdzą sztucznością! Czyli odrzucają, zniechęcają.

Naprawdę nie potrzeba wiele wysiłku, aby dobrze się zaprezentować. Pogodny wyraz twarzy, albo i większy uśmiech – jak kto woli. Do tego zdjęcie nie musi być wielkie i nie musi być z możliwością powiększenia po kliknięciu. Można także pokazać tylko swoje popiersie, bez całej sylwetki i bez szczegółów otoczenia.

Tu dla przykładu na stronie powitalnej do kontaktu zachęca sam właściciel, a w nagłówkach wykorzystane są ich własne zdjęcia, które nawet jeśli jakością odbiegają od tych stokowych to są od nich znacznie bardziej odpowiednie, są realne, pokazują firmę, a nie coś cukierkowego z tej branży.
meduza.org.pl

A tu wita nas małe popiersie, ale jest ono sto razy lepsze niż jego brak:
decorali.pl

Banery reklamowe do własnej treści

Banery reklamowe najczęściej kojarzone są z reklamą czegoś na zewnątrz, a tego typu reklama jest ogólnie omijana. To kolorowy upychacz treści.
Bywa, że na stronie publikowane są banery reklamowe, które zachęcają do skorzystania z usług czy produktów właściciela strony, czyli prowadzą do podstron w tej samej witrynie internetowej. To strzał w kolano, bo większość ludzi będzie omijać te reklamy.

Rozwiązaniem jest umieszczenie reklamy w bardziej naturalny sposób:

1. Zmieniamy kolorowy obrazek na tekst
2. Umieszczamy tekst gdzieś w treści danej podstrony, w miejscu nawiązującym do tematu, który chcemy polecić.

Jeśli w tym miejscu umieściłbym wielki kolorowy baner reklamowy większość by go pominęła. Podświadomie ludzie wyłapują takie elementy i je pomijają, bo one pasują jak świni siodło.

Za to jeśli napiszę tutaj, że może zainteresować Cię inne dopieszczanie swojej strony – wesołe błędy 404. Chodzi o przygotowanie wesołego, wręcz takiego z jajem, komunikatu: przepraszamy, nie ma takiej strony. To jest duża szansa, że tam klikniesz, bo przecież szukasz sposobów na dopracowanie swoje strony internetowej.

Dobre nazwy przycisków

CTA (z ang. call to action) to te elementy, które zachęcają internautę do podjęcia działania w kierunku, który jest przez nas pożądany. Możemy na przykład zachęcać do złożenia zamówienia, wysłania wiadomości, założenia konta, prenumeraty newslettera.
Zamiast nazywać przycisk „potwierdź” można użyć „zamawiam newsletter pełen wiedzy„.

Chodzi o klarowność, o zainspirowanie klienta, no i o wyjście spoza nudnych ram.
Kieruj się dwoma punktami:
1. W haśle przekaż sedno, co klient zyska.
2. Użyj słów w pierwszej osobie.

Martwa strona z potwierdzeniem

Jeśli internauta po wykonaniu czynności otrzymuje krótką informację z „dziękujemy”, to jest to prawie jak pożegnanie klienta, można by tam wstawić hasło: „bywaj i do następnego razu!”.
Jeśli na stronie z potwierdzeniem wstawimy zachętę do dalszego działania to w dużej części internauci tam podążą. To może być strona po dokonaniu rejestracji newslettera, albo po dodaniu ogłoszenia.

Zastanawiasz się co tam umieścić? To będzie coś związanego z tym co oferujesz oraz z czynnością, którą wykonał internauta. Po zapisaniu na newsletter możesz od razu przekierować go na specjalną stronę z informacjami, które internauta chciał zgłębić. A po dodaniu ogłoszenia może od razu link do dodania kolejnego ogłoszenia?

PDF do pobrania

Nagminnie wykorzystywanie plików PDF to też grzech i upierdliwość. Jeśli jest to strona jakiejś jadłodajni to zmuszanie internautę, aby pobrał plik PDF żeby poznać szczegóły menu lub cennik jest po prostu do bani.
Tak samo jak publikacja istotnej części specyfikacji produktu na stronie sprzedawcy.

Jeśli to są ważne informacje to umieśćmy je bezpośrednio na stronie, bez wymuszania dodatkowych wielu czynności. Wystarczy dodać rozwijaną zakładkę czy nawet jeden link do kolejnej podstrony będzie lepszy, niż pobieranie PDFa.

Zapewne jeszcze coś by można było dołożyć do tej listy. Ale to są typowe grzechy stron internetowych, a dokładniej ich twórców i właścicieli, ponieważ często klient wymusza pewne elementy na stronie oraz jej układ.

A zdjęcie? Ta lilia została uchwycona w dwu metrowym oczku w niewielkim ogródku. Tak, to był wręcz mikroskopijny zbiornik wodny. Zaraz nad jak i pod kadrem widać było brzeg, także zdjęcie zawiera maksymalnie dużo tego „jeziorka”.
Zdjęcie pokazuje jak można ciekawie ująć temat. To ma wiele wspólnego z obecnymi stronami internetowymi, które są pozbawione wodotrysków i zdobień, a piękno budowane jest głównie z samej treści, którą chcemy przekazać.

9 lutego 2019, Tomasz Bartosiewicz,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *