Obcy: Przymierze – nie warto oglądać

Jeżeli ktoś nie oglądał „Obcy: Przymierze”, a chciałby to zrobić polecam moją anty-recenzję.

Niestety anty, ponieważ mimo upływu lat dobrze pamiętam Blade Runner’a, mimo, że odbiegał fabułą od książki jest to perełka drążąca temat i wzbudzająca emocje.
Pamiętam też „Obcy 8 pasażer Nostromo”, można się było trochę popocić ze strachu, w tamtych czasach (oglądałem go w połowie lat 80-tych) to było duże doznanie. Aczkolwiek Obcy decydujące starcie pobił go na głowę.
Pamiętam też Prometeusza – film dający do myślenia odnośnie naszego pochodzenia, wyzwalał temat, a ktoś lubiący rozważać mógł daleko popłynąć tym nurtem.
Te filmy wyreżyserował Ridley Scott. Ma też na koncie sfilmowanie wyprawy Krzysztofa Kolumba, jest też film o Robin Hood’zie.

Skoro Obcy Przymierze to nawiązanie tak do Obcego jak i do Prometeusza, to spodziewałem się dobrego kina. Tymczasem obejrzałem dno. A żeby być precyzyjnym to nie był film o podwodnej wyprawie na dno oceanu. Obejrzałem jakościowe Dno. Dno zasługuje na pisanie z dużej litery, ponieważ wyreżyserował go Ridley Scott.

Streszczając krótko: mała kiepsko wyszkolona załoga pod przywództwem egocentrycznego kapitania transportuje kolonizatorów na odległą planetę. Transportuje to oznacza, że ma pod swoją opieką 2000 innych ludzi.
Następnie pojawiają się znane z innych filmów potworki, robią rzeźnię, a film kończy się tak samo jak Katyń. Dodać jeszcze trzeba androida psychopatę. Brrr, aż mam gęsią skórkę na myśl o takiej maszynie.

Kilka szczegółów, które rozwaliły film:

– Załoga nie jest wyszkolona.
Powinna wiedzieć na co może sobie pozwolić. Pomijam już zejście z kursu i lot na obcą planetę, ale jeżeli schodzi się na nieznane terytorium to nie można się rozdzielać. Pójdziecie do dżungli na wycieczkę i oderwiecie się od grupy z którą przybyliście na ten trudny teren?

– Druga rzecz pokazująca brak przygotowania to podejmowanie kluczowych decyzji wyłącznie przez kapitana. W takich wypadkach powinno się to zrobić komisyjnie, a nie że kapitan-bóg zadecydował o tym, że lecimy na inną planetę i mamy w nosie bezpieczeństwo załogi i pasażerów.

– Ekspresowe rośnięcie potworków.
Normalnie alieny szybko rosną, to chyba każdy wielbiciel tych filmów pamięta. Ale mnie męczy widok przejścia potworka od okresu poczęcia, przez płodowy i opuszczenia swojego żywiciela w chyba mniej niż pół minuty.

– Nie każdy ochlapany krwią się zaraża.
Skoro pasożyt wlazł przez pory w skórze, zakładam że dostał się do krwioobiegu, aby potem umiejscowić się gdzieś w trzewiach ofiary. Tymczasem kilka osób zostało obrzyganych krwią i się nie zaraziło.

– Android, który może zabijać.
No tak, jaki pan taki kram. Ograniczona istota stworzyła ograniczonego robota, a ten obrócił się przeciw swojemu stwórcy. To ma sens.

– Druga generacja androidów to niezdara.
Człowiek zrobił kolejną maszynę, pozbawioną wad pierwszego modelu. Ta maszyna miała służyć, a nie być twórcą na podobieństwo człowieka, co sprawiło, że pierwszy model okazał się psychopatą.

Niestety android kolejnej generacji także był durnowaty na swój sposób. Zauważył bowiem, że ten stary android jest niebezpieczny dla ludzi i zamiast od razu działać do czego został zaprojektowany, to słownie uprzedził agresora, że niestety ale będzie działać przeciwko niemu. No bo jest przecież zaprogramowany aby służyć ludziom, więc ma ich chronić.
Czyli człowiekowi tym razem udało się skonstruować naiwną maszynę :-D
Bo wiadome było, że maszyna kiler będzie miała głęboko w swoim syntetycznym zadku tak ludzi, jak i swojego kolegę androida.

– Android cudotwórca
W Prometeuszu, z którego pochodzi android psychopata, został on rozczłonkowany pod koniec filmu. Dokładniej to została głowa z szyją, która jakimś cudem żyła. Większy cud, że w kolejnym filmie widać całego androida.

– Ilość momentów strachu.
Niewielka to ilość. Nie wiem czy horrorowe kino przestaje na mnie działać. Ale tylko w kilku momentach mogłem odczuć miły dreszczyk zaskoczenia.

– Fizyka raz działa, a raz nie.
W finalnej walce stoczonej pomiędzy dwójką ludzi a potworkiem, na statku kosmicznym podróżującym gdzieś w przestrzeni międzygwiezdnej zostają otworzone wielkie wrota. W tym momencie z luku wylatuje powietrze i różne przedmioty. Ludzie mieli sprytne buty, chyba jakieś magnetyczne. Był na nie najazd kamery, lecz nie było wyjaśnienia jak działają. Za to dziwne było to, że opróżnianie hangaru z powietrza, które ulatywało w kosmos przez ogromne wrota trwało ogromnie długo. No i główna bohaterka skoczyła z jakiejś platformy lądując jakieś 2 metry niżej, zamiast zostać porwana razem z uciekającym powietrzem.

– Fabuła przewidywalna.
Niestety film w większości przypadków jest z góry do odgadnięcia. Główne wątki są trywialnie proste.
Ale najbardziej dobijającym jest końcówka, gdzie każdy wie, że na pokładzie jest android morderca zamiast tego androida służącego. Byli oni do siebie bliźniaczo podobni, aczkolwiek ten agresywny miał głębsze zmarszczki.
Zmarszczki to jedno, a dwa to prowadzenie fabuły. To aż bolało, bo człowiek wiedział, że tam siedzi psychopata i wyszła z tego wielka d..a
Ani strachu nie przyniosła jego obecność, ani nie został pokonany, jak to ma miejsce w normalnym świecie, gdzie zawsze bohater na końcu pokona wroga.

– Katyń
I właśnie dochodzimy do ostatnich scen, gdzie to android morderca zamiast nas straszyć przez dobrych kilka minut po prostu rozpierdziela cały film. Okazuje się, że wszyscy zaraz zginą.
Całkiem możliwe, że jest to furtka do kolejnej części, ponieważ nie widzimy momentu zagłady, choć wygląda to na nieuniknione. A może w ostatnim momencie przed totalną zagładą wyskoczy z nienacka android sługa (który najprawdopodobniej został zamordowany i spoczywa daleko na pozostawionej planecie) i przynajmniej część ludzi ocali?
Tego nie wiadomo. Za to wiadomo, że film wyszedł bardzo słabo, tak jakby wielki reżyser zrobił się marudnym dziadkiem.

Na napisach końcowych siedziałem zadziwiony zastanawiając się co ja takiego właśnie obejrzałem. Mogłem ten czas poświęcić na przeczytanie dobrej książki, na przykład drugi tom Infoszoku autorstwa David Louis Edelman’a.
Tak, poczułem wielki zawód i dlatego ludziska, jak się naprawdę strasznie nudzicie, to możecie iść na ten film, ale jest mnóstwo innych fajnych zajęć do roboty.

A zdjęcie do tego wpisu to jakiś żuczek, którego spotkałem. Wziąłem go na trochę do niewoli i zrobiłem kilka ujęć, aby na przybliżeniu sprawdzić jak naprawdę wygląda ten malutki dziwny stworek. Okazało się, że żuczki, jak zresztą każde robale, to mikro kosmici na naszej planecie.
Taaaaak, oni już tu są… ;-)

27 sierpnia 2017, Tomasz Bartosiewicz, komentarze 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 myśli nt. „Obcy: Przymierze – nie warto oglądać”

  1. Anton, a czemu nie? Blog jest podzielony na tematy zawodowe oraz te na luzie.
    Zapoznając się z różnymi tekstami potencjalny klient może zweryfikować z kim będzie miał do czynienia.
    A będzie miał do czynienia z osobą ceniącą jakość :-)